sobota, marca 17, 2012

piątek, marca 16, 2012

dwie rzeczy, bez których nie wychodzę z domu






okulary Alain Mikli
tak modny ostatnio okrągły kształt soczewek został tu nieco wydłużony horyzontalnie, poszerzając pole widzenia, ale szczęśliwie nie na tyle, by nosząca okulary osoba straciła z oczu te piękne fioletowe oprawki, które zostały wykonane z najwyższą dbałością o szczegóły i komfort okularników

zegarek SnapWatch
minimalistyczna forma, która przemawia właściwie samym kolorem; zegarek niestety nie jest wodoodporny i nie pokazuje, która jest aktualnie godzina na Księżycu, ale za to jest bardzo wygodny, praktyczny i tani a dodatkowo sposób w jaki się go zakłada poprawia wszystkich wokół humor

sobota, marca 10, 2012

jajka na śniadanie


Rzadko się zdarza, żeby jajka sadzone aż tak mi nie wyszły (i to obydwa jednocześnie) i dlatego postanowiłem to uwiecznić. 
Czy ktoś jeszcze dostrzega na tym zdjęciu postać małego kaczątka, czy to znak, że powinienem ograniczyć spożycie jajek?

czwartek, marca 08, 2012

warszawa mówić potrafi

 
Warszawa mówi. Szkoda tylko, że wciąż głównie głosami duchów z przeszłości, których jest tu pełno. I żeby była jasność, ja absolutnie nie jestem za tym, aby duchom odbierać prawo głosu. Wręcz przeciwnie. Ale jakieś proporcje zachować należy. Dzisiejsza Warszawa ma całkiem sporo do powiedzenia a czasem nawet wykrzyczenia, tylko trzeba dać jej szansę, stworzyć przestrzeń czy wydać książkę taką, jak wielogłosowa powieść "Mówi Warszawa", której sam pomysł zachwycił mnie z miejsca (a dokładnie na przystanku autobusowym gdzie trafiłem na promujący ją plakat). Ale właśnie, pomysł pomysłem, a ze wspomnianym brakiem proporcji jest tradycyjnie problem. I z tym wiąże się mój niewielki zawód. Piszę niewielki bo generalnie liczy się tu pomysł a i samą książkę czyta się świetnie (idealnie nadaje się do autobusu, tramwaju czy metra). Teksty (a jest ich w sumie 21 bo w projekcie zgodziło się wziąć udział 21 autorów-Warszawiaków) są na tyle krótkie, że nawet jak trafiamy na jakiś słabszy, to szybko o nim zapominamy zagłębiając się w kolejny i w sumie nie wychodzimy na tym źle, bo jest tu kilka popisowych numerów.

Dodatkowo w moim przypadku lektura tej książki sprowokowała refleksję nad tym, czym jest dla mnie to miasto. Mieszkam tu już (może zaledwie) 10 lat  i jest to mój dom, moje miejsce na Ziemi, "moje miasto". Z wieloma zakątkami jestem związany emocjonalnie, a z niektórymi już nawet sentymentalnie, wiele nowych odkrywam dopiero teraz. Coraz częściej i uważniej rozglądam się wokół siebie - w autobusie zamykam książkę, żeby pogapić się przez okno, zdarza się, że specjalnie wydłużam trasę. Z równą przyjemnością podziwiam piękno i brzydotę, które tutaj jak chyba nigdzie indziej koegzystują w zupełnej zgodzie. Deklarację "nie lubię Warszawy" odbieram jako policzek, choć jednocześnie jeśli towarzyszą jej jakieś racjonalne argumenty, staram się być wyrozumiały.
Kiedy rok temu wymieniałem kartę miejską i Pani w okienku zaproponowała mi kilka dostępnych wzorów, wśród których był ten z błękitnym niebem, po którym wędrują chmurki w kształcie serca oraz napis "Kocham Warszawę", nie wahałem się ani chwili.

Po książkę sięgnąć należy koniecznie, jeśli nie z miłości do Warszawy to choćby po to, żeby porównać sobie jak do tego samego zadania podeszli pisarze tak różni jak Jacek Dehnel i Sylwia Chutnik (ich teksty notabene umieszczone zostały w książce po sąsiedzku) i wyciągnąć z tego wnioski. Ja wyciągnąłem, choć uczciwie muszę przyznać, że opowiadanie Dehnela czytało mi się z przyjemnością i tym lepiej rozumiem ogólny zachwyt nad jego twórczością  (wliczając samozachwyt autora, który i w tym przypadku jest bardzo czytelny).
 

środa, marca 07, 2012

I told you, didn't I


Quite possibly Stella McCartney reads this blog or at least she saw accidentally this or maybe (carrying away completely with making conjectures) she was celebrating New Year's Eve in London next to me. Just maybe.


But it's official now. Blue is back and somehow (=being embossed) is making its appearance in more multidimensional way than ever before in the latest Stella McCartney's collection just showed in Paris.

Some adjectives spring to mind easily and naturally (as always in Stella's case): wearable, comfortable, modern, urban, cool, laid-back and and at the same time chic. And definitely the main strength of this particular collection (but also of the label) is built up around these adjectives. But for me personally the most important observation to make is that you don't need to dig in deeply throughout the collection to find beautiful pieces you can wear in broad daylight without any fear that you might be consider as someone who's trying too hard. The only purpose of the show is to serve these clothes nicely. Natural make-up broken subtly by deep blue hue of the eyelashes and simple hair-do of the models support the purpose strictly. Thanks to that you don't have to use your imagination to see how it would look on the street (Stella used her imagination to give you that picture) and I would say it's rather rare and refreshing these days. As a result we get the collection which creates immediate and very strong craving for the clothes it delivers. Fortunately for Stella that's exactly what this business is all about.


































More photos as usual here.

The hot news when it comes to Stella is that she was asked to design the outfits for British Olympic team which proposal she accepted as a great honour. Watching the last section of her latest collection and having this hot news in mind I'm so disappointed that some female tennis players aren't British.

Below my latest music discovery - somehow "related" to what I wrote above;-)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...